Ksiądz Stanisław Małkowski o Intronizacji i "bogach kłamstwa i prawdy" - wypowiedź zarejestrowała Agnieszka Piwar z "Ruchu Wolności"
ulegając sugestii naszego Polskiego Brata w Wierze - Marka Kajdasa publikuję kolejną amatorską kompilację audio-video wywiadu z Księdzem Stanisławem Olafem Małkowskim. tym samym kontynuuję cykl przemyśleń tego NIEZŁOMNEGO KSIĘDZA w dziale "Kościół Katolicki" na Nowym Ekranie:
TRANSKRYPCJA:
No jedna forma taka właśnie, jak wspomniałem, że Jezus jest sługą, a nie Królem – nonsens. Druga forma – skoro Jezus jest Królem Wszechświata, to intronizujmy Go jako Króla Wszechświata. Kolejny nonsens. Jest Królem Wszechświata z woli Boga Ojca. Nie trzeba Go intronizować jako Króla Wszechświata. Jest i koniec. Jest i będzie na zawsze. Natomiast intronizacja lokalna, narodowa, państwowa, społeczna, w odpowiedzi na detronizację, jest wyrazem posłuszeństwa wobec woli Bożej, a sprzeciw wobec intronizacji jest wyrazem nieposłuszeństwa wobec woli Bożej. Czyli ci, którzy wykrętnie postulują intronizację Jezusa jako Króla Wszechświata odwracają uwagę od tego, co istotne, a istotne jest poddanie się władzy Jezusa Chrystusa we wszystkich dziedzinach naszego życia. Uznanie, że on jest Królem i żaden władca nie może na Jego miejscu decydować o tym, co jest dobre, a co jest złe i wprowadzać ustawy sprzeczne z Dekalogiem, z prawem naturalnym.
Kiedyś, raz jeden w życiu, choć nie jestem egzorcystą, ale za pozwoleniem biskupa i z błogosławieństwem biskupa, wraz ze wspólnotą kilku osób, uczestniczyłem w egzorcyzmach opętanej studentki, która miała takie pewne okresy, gdy zwracała się o pomoc. Potem diabeł ją bardziej dręczył i niweczył jej wolną wolę i rozum, natomiast w tych okresach, kiedy następowała pewna remisja tych objawów opętania ona prosiła o pomoc i zwróciła się do psychiatrów. Psychiatrzy jej nie pomogli, mimo że była leczona i jej narzeczony, który zresztą był człowiekiem raczej indyferentnym religijnie, ale po to, żeby jej pomóc pomyślał sobie – no skoro psychiatrzy nie pomogli, to spróbuję zwrócić się do księdza. Może ksiądz jej pomoże. I szukając księdza przez przypadek spotkał akurat mnie i zapytał, czy mógłbym pomóc jego narzeczonej i po rozeznaniu sprawy i zwróceniu się do biskupa i wspólnoty podjąłem się tych egzorcyzmów, w trakcie których diabeł zapytany o swoje imię odpowiedział: „Jestem bogiem kłamstwa i prawdy”. W tym się też wyraża jego pragnienie, aby być bogiem, aby zająć miejsce Boga w odniesieniu do kłamstwa i prawdy. Co to znaczy? To znaczy dowolnie dysponować kłamstwem i prawdą. Kłamstwo nazywać prawdą, prawdę nazywać kłamstwem, zacierać granicę między kłamstwem i prawdą, tworzyć takie mieszanki kłamstwa z prawdą atrakcyjne, które ludzie kupią. W dowolny sposób obchodzić się z kłamstwem i prawdą. Szukać prawdy, po to, żeby ją zniszczyć, przedstawiać kłamstwo jako coś koniecznego: „w życiu bez kłamstwa człowiek nie przeżyje, natomiast prawda ogranicza ludzką wolność i możliwości jakieś, jakie mamy tutaj na świecie”.
Jest ten „terror” prawdy w odpowiedzi na słowa Jezusa, że prawda wyzwala. Prawda zniewala według tej anty-ewangelii, którą zły duch głosi, właśnie w myśl tych słów „jestem bogiem kłamstwa i prawdy”. I są politycy, którzy zdetronizowali Jezusa Chrystusa, czy to w systemach totalitarnych poprzednio czy demokratycznych, jeżeli demokracja nie jest oparta na prawdzie i szacunku dla prawa Bożego i prawa naturalnego, no to jak mówił wielokrotnie błogosławiony Jan Paweł II, przekształca się w zakamuflowany bądź jawny totalitaryzm, z czym mamy do czynienia w Polsce w tej chwili i to takie demokratyczne zdetronizowanie Jezusa, kiedy mówi się, że wola wyborców decyduje o prawie i o tym, co dobre a co złe i kto ma władzę sprawować, a ci, którzy już władzę sprawują zgodnie z tą wolą wyborców, zresztą zmanipulowaną, oszukaną, zakłamaną, kiedy się ludziom robi wodę z mózgu, kiedy fałszuje się wyniki wyborów, no więc ci przedstawiciele teraz władzy, wybrani, czy rzekomo wybrani, uważają, że im wszystko wolno. Wolno im strzelać bez ostrzeżenia do ludzi przypadkowych, niewinnych, do kobiet w ciąży, do dzieci.*
W tej chwili są to sposoby takie, przepisy*, żeby w dowolny sposób postępować, w sposób brutalny i zabójczy z tłumem ludzi manifestujących. W końcu ludzie doprowadzeni do rozpaczy wyjdą na ulicę i władza chce od razu sobie zabezpieczyć takie możliwości działania, które są poza prawem naturalnym, poza troską o elementarne dobro i życie człowieka. W tej chwili Platforma dąży do wprowadzenia systemu totalitarnego w Polsce i sięgnięcia po wszelkie narzędzia, które łącznie ze zbrodnią, zabijaniem ludzi niewygodnych, okłamywaniem ludzi podatnych na propagandę, bezczelnym kłamaniem, cynicznym kłamaniem, z którym mamy do czynienia. No właśnie, oni się uważają za bogów kłamstwa i prawdy, czyli służą złemu duchowi, czyli ta demokracja ma wymiar satanistyczny w tej chwili, demoniczny. Jeżeli Platforma utrzyma się u władzy jesienią, jeżeli te wybory albo wygra, albo będą sfałszowane bezczelnie, no to wtedy zrobią co chcą, nie będą mieli żadnych hamulców, mając oparcie na Wschodzie i na Zachodzie w ważnych czynnikach politycznych zagranicznych.
Czym się różnią z punktu widzenia swoich interesów na korzyść z sytuacją komunistów w PRL-u. Komuniści w PRL-u musieli się liczyć w pewnej mierze z opinią Zachodu, polityków na Zachodzie i z pewną obawą polityków na Wschodzie, którzy nie czuli się tak całkiem bezkarni, bo ich system ekonomiczny zmierzał ku ruinie. Pewne sankcje ze strony Zachodu mogły jeszcze dodatkowo i politycznie i gospodarczo zaszkodzić. Sami byli uwikłani w jakieś konflikty i dodanie do tego jeszcze wojny przeciwko Polsce byłoby politycznie niekorzystne, co wynika z różnych dokumentów z roku 1981. Rosjanie nie chcieli w Polsce interweniować, dlatego konieczny był z punktu widzenia interesów władz PRL-u stan wojenny.
Natomiast dzisiaj sytuację Platforma ma dużo korzystniejszą niż komuniści wówczas. Mają poparcie władz zachodnich – niemieckich, francuskich; wschodnich – rosyjskich. Polska jest sama, osamotniona. Polska jest włączona w socjalistyczną Unię Europejską, która narzuca Polsce prawa, a raczej bezprawie sprzeciwiające się naszej suwerenności, niepodległości, wolności, naszemu dobru. Więc poddanie Polski Brukseli, uzależnienie Polski od Berlina, tak symbolicznie, w skrócie mówiąc, i od Moskwy, sprawia, że Platforma czuje się komfortowo, a ponieważ w pewnej mierze boi się tego zbuntowanego ludu, jeżeli zostanie doprowadzony do rozpaczy, dlatego chce już sobie wprowadzić takie przepisy i ustawy, które pozwolą ten polski ciemny ludek pacyfikować w sposób skuteczny.
I teraz, w tej sytuacji, do kogo mamy się odwołać? Czy do PiS-u, który jest politycznie, w sprawach drugorzędnych, przeciwny Platformie, natomiast w sprawach zasadniczych w dużej mierze jest podobny do Platformy. Chodzi o złagodzenie destrukcji, którą Platforma prowadzi wobec Polski. PiS byłby dobry na krótko, natomiast pewne generalne założenia polityczne PiS-u od Platformy tak bardzo nie różnią. Poza tym jest bardzo wątpliwe, czy PiS zdobędzie władzę. Jeżeli zdobędzie władzę, to będzie tak ostry propagandowy atak tej opozycji, którą Platforma stworzy wraz z SLD, że nie wiadomo, czy się u tej władzy utrzyma, czy zdoła stworzyć rząd nie mając koalicjantów. Dlatego kalkulacje polityczne są w tej chwili bardzo wątpliwe. Być może Bóg dopuścił do takiej sytuacji właśnie po to, aby nas skłonić do myślenia. No do kogo mamy się odwołać, kto nas może uratować?
Tylko Chrystus i Matka Najświętsza. Matka Boża, Królowa Korony Polskiej, Chrystus, który chce być intronizowany jako Król Polski przez obie władze. Obecna władza polityczna do przeprowadzenia intronizacji się zupełnie nie nadaje, więc PiS byłby dobry z tego punktu widzenia, bo już kilka lat temu przedstawiciele władzy pisowskiej wyrazili zgodę na intronizację, ale odesłali tych inicjatorów tego projektu uchwały, że Jezus jest Królem Polski. To nie byłaby jeszcze intronizacja, ale jakiś krok w tę stronę, odesłali do biskupów i wtedy histeryczny sprzeciw podnieśli biskupi uwikłani we współpracę ze służbą bezpieczeństwa w latach PRL-u, przeciwni intronizacji. „Nie już, nie chcemy, żeby Chrystus królował.”
Następnie sprzeciw wobec intronizacji Jezusa na Króla Polski przybiera postać propagowania intronizacji Serca Bożego, na tej zasadzie, że przesłania, które otrzymała święta Małgorzata Maria Alacoque i przesłanie, które otrzymała święta Faustyna Kowalska i przesłanie, które otrzymała Sługa Boża Rozalia Celakówna właściwie niczym istotnym się nie różnią. Zwolennikiem tego poglądu jest wielce zasłużony, gdy chodzi o propagowanie przesłań maryjnych Wincenty Łaszewski. Opublikował taką książkę niedawno, w której do jednego worka pakuje te trzy przesłania: kult Serca Bożego, zgodnie z przesłaniem świętej Małgorzaty Marii Alacoque, kult Bożego Miłosierdzia, zgodnie z przesłaniem świętej Faustyny i intronizację Jezusa na Króla Polski zgodnie z przesłaniem Sługi Bożej Rozalii Celakówny. Tymczasem są to sprawy odrębne. Zresztą sprzeciw wobec kultu Miłosierdzia Bożego też był motywowany tak, że skoro mamy kult Serca Bożego, no to po co jeszcze rozwijać kult Miłosierdzia Bożego.
I specyfikę tego kultu zrozumiał i jej bronił Karol Wojtyła jako arcybiskup i kardynał krakowski, następnie błogosławiony Jan Paweł II i poprzez beatyfikację, a następnie kanonizację świętej Faustyny potwierdził odrębność i specyfikę kultu Miłosierdzia Bożego wobec kultu Najświętszego Serca Bożego, czyli oddanie się Sercu Bożemu tak, w tych formach kultu, jaki trwa, i zresztą przyjął się najpierw w Polsce, a potem w Europie i Kościele powszechnym w dużej mierze dzięki polskim biskupom. Kult Miłosierdzia Bożego znowu przyjął się i został uznany przez Kościół w dużej mierze dzięki polskim biskupom, zwłaszcza Karolowi Wojtyle i następnie papieżowi Janowi Pawłowi II i teraz trzeba, żeby polscy biskupi się zechcieli zaangażować w sprawę intronizacji Jezusa na Króla Polski dla ocalenia naszej Ojczyzny.
Postawy biskupów są bardzo zróżnicowane. Jedni w ogóle nie chcą intronizacji, bo Jezus jest sługą, jedni uważają, że intronizacja Chrystusa jako Króla Wszechświata wystarczy, inni, sprzyjający ojcu Janowi Mikrutowi i tej propagandzie, którą on szerzy, sądzą, ze trzeba intronizować Najświętsze Serce Boże, a inni ostrożnie w ogóle na ten temat milczą i nie chcą się opowiadać po jednej ani drugiej stronie i tłumaczą, że w ogóle intronizacja jest to sprawa polityczna, czyli Kościół nie powinien się mieszać do polityki. Oczywiście, że jest to sprawa, która ma jakiś wymiar polityczny siłą rzeczy, ale o co chodzi? O to chodzi, że by polityka była poddana moralności, poddana Ewangelii, poddana władzy Jezusa Chrystusa; polityka tak jak i inne dziedziny ludzkiego życia. Jeden z biskupów, z którymi rozmawiałem na temat intronizacji, powiedział, że jest zwolennikiem intronizacji Serca Bożego. Kiedy go próbowałem molestować na temat intronizacji Jezusa jako osoby, pozostał przy swoim zdaniu. Inny biskup, gdy go molestowałem na temat intronizacji Jezusa jako osoby powiedział: „A bo inni biskupi uważają, że jest to sprawa polityczna.” Czyli uchylił się od odpowiedzi co on o tym myśli, natomiast odpowiedzialność za sprzeciw wobec intronizacji zrzucił na innych biskupów, jeszcze przypisując im taką dziwną motywację rodem z PRL-u, czyli że Kościół nie powinien się mieszać do polityki, Chrystus nie powinien się mieszać do polityki.
Na temat Krzyża na Krakowskim Przedmieściu też wypowiedzi biskupów były po stronie władzy, która zażądała usunięcia tego Krzyża, takie iż Krzyża nie należy wikłać politycznie; należy odłączyć Krzyż od polityki i przenieść Krzyż do kościoła. Owszem, w miejscach publicznych krzyże mają prawo istnieć, ale jeżeli władza polityczna się temu nie sprzeciwia. Natomiast jeżeli władza polityczna się temu sprzeciwia, to w imię niemieszania Krzyża i Chrystusa do polityki trzeba ten krzyż przenieść w stosowne miejsce, na przykład do kościoła świętej Anny. Co to znaczy nie mieszanie Krzyża do polityki? To znaczy nie mieszanie Chrystusa do polityki. Czyli nie tylko Kościół niech się nie miesza do polityki w osobie swoich przedstawicieli duchownych, ale niech się Pan Jezus nie miesza do polityki. Czyli zostawmy politykę takim różnym Komorowskim, Tuskom, Sikorskim i tej całej ferajnie, szajce.
transkrypcję wykonała:Babcia Weatherfax
- ( Bóg zapłać Babciu :)))

kontynuując rozważania blogera Harcerza, podtrzymuję opinię o rasistowskim podejściu redaktora Tomasza Lisa. tylko nazistowski prowokator poniża Polaków kosztem mniejszości, generując złość i uprzedzenia u mniej odpornych Rodaków.
obecnie trwa głosowanie nad Patronem "Konfederacji Rzeczypospolitej Blogerów i Komentatorów", więc wstąp i głosuj - każdy Konfederat ma prawo wyboru Św. Andrzej Boboli
kopia notki z portalu kanadyjskiej Polonii: www.goniec.net. czy to prawda? - chyba tak...
a w nagłówku, jakże aktualny obraz "Ostatnia chudoba" pędzla Aleksandra Kotsisa z 1870r
Babcia :) trafiła za to do moich Ulubionych blogów w nagrodę.
oraz pilnować Księdza...
Jednak to co mówi o PO... jest także moje, ale ja jestem zwykłem blogerem, mnie jest łatwiej takie opinie wygłaszać i jeszcze mocniejsze.
Warto też zauważyć ostrożne, dosyć z niewiarą podejście do PiS. Wiele lat mi zajęło zanim... zacząłem podzielać takie opinie jak Księdza Małkowskiego :) Ksiądz nie mówi tego wprost, ale ta konstrukcja myśli wskazuje iż nie mamy wyjścia. Trzeba nam PARTII BOGA. Oczywiście mam na myśli ruch katolicki. To jest III droga, a nie ruchy z NE w sensie wizji p. Opary choćby, które są jakby PiS nr 3.
Niemniej mierzmy siły na zamiary. Na razie MUSIMY wytworzyć ruch katolicki i poszukać sojuszników, frontu wspólnego, konfederacji. Skoro nie z PiS, nie z Solidarną Polską (raczej), to z kim? Ano z wielkim, obywatelskim ruchem powstałym ze zjednoczenia patriotów i kreacji nowych nurtów, może naiwnie, ale liczę dalej na Romualda Szeremietiewa w sensie udziału NE w tym wszystkim. Będzie klęską jeżeli twarz ruchowi da p. Opara. Niechże startuje na prezydenta Warszawy, gronkowca złotozębnego należy wiosną odwołać w referendum.
Byłoby dobrze gdyby Ksiądz Małkowski zaczął blogować, przydałby się nam stały kontakt z Nim. Dyskusja także. Może nasze pomysły jakoś by do Niego trafiły? Kto wie.
Kto zauważył iż określił PO (nie bezpośrednio) jako siłę demoniczną, satanistyczną? Od dawna to twierdzę i powstaje pytanie jak mocno są uwikłani kapłani, hierarchowie wspierający PO niekiedy otwarcie na bezczela. Opętani przez złego ducha? Owszem! Bądź słabi, szantażowani hakami różnego rodzaju jakie są na nich, czy też kupieni.
I jak to świadczy o wyborcach PO? Też opętani, uwiedzeni złem? Owszem! To nie jest tylko ogłupienie dobrodusznych ludków, bo tacy mogliby łaskawie nie iść na wybory skoro mają siano w głowach... to jest ofensywa zdecydowanego zła.
Wiec w jego postawie widzę taką gotowość poniesienia każdej ofiary dla prawdy, dla dobra.
I chociaż w jego orędziu ta prawda, którą głosi, to dobro, które wyraża – miłości do Kościoła i do Ojczyzny są powiązane z pewnymi dodatkami, których wolałbym tam nie słyszeć, nie widzieć i z nich orędzie księdza Natanka jakoś oczyścić, uwolnić, to jednak ta jego gotowość złożenia ofiary, choćby za to co ostatnio mówił, przecież może go ktoś po prostu zabić, stawia mnie po stronie obrońców księdza Natanka a nie po stronie tych, którzy księdza Natanka w sposób niweczący to dobro, które w orędziu ks. Natanka się zawiera prowadzą.
Dlatego mając z jednej strony ks. Dziwisza, którego oceniam – tj. jego nie oceniam – „nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”, ale oceniam jego decyzje, jego wypowiedzi, jego postawę jeszcze wcześniej, jak był w Watykanie i teraz jako szkodliwą dla Kościoła i dla Polski, więc cała moja sympatia jest jednak po stronie ks. Natanka (z pewnymi oporami, zastrzeżeniami) a nie po stronie ks. Dziwisza.
Jeżeli ks. Natanek odwoła się do Watykanu i spotka się z potwierdzeniem suspensy, to dalsze sankcje mogą przyjść, łącznie z ekskomuniką i redukcją statum laikalem i chyba ks. Piotr Natanek jest tego świadom.
Najpierw chcę powiedzieć, że jest to kapłan boży, który głosi wiarę w Chrystusa, który jest oddany Kościołowi i Ojczyźnie, który ma wybitny talent kaznodziejski i rekolekcyjny, który umie pociągnąć do wiary, do modlitwy wielu ludzi.
Niewielu jego nauk słuchałem ale pamiętam taką bardzo dobrą naukę do kobiet w czasie rekolekcji, naukę stanową wygłoszoną.
Kapłan, który wiele wie i wiele widzi i ma szereg mądrych przemyśleń w duchu wiary odnoszących się do naszej Ojczyzny i sytuacji obecnej.
Czyli z jednej strony jestem pełen podziwu i przyjaźni dla niego osobiście i dla tego co mówi i co czyni.
Natomiast, gdy chodzi o kwestię intronizacji zauważam pewną chwiejność i niekonsekwencję i pewną taką widowiskowość spektakularnych działań bez wystarczającego pogłębienia teologicznego i takie – tworzenie rycerstwa Chrystusa Króla, intronizacja owiec, przeprowadzana bardzo tak spektakularnie na Polach Grunwaldzkich w swoim czasie, różne publikacje, wydawnictwa, znaki, jakieś symbole, którymi się chętnie posługuje ks. Natanek i robi to z takim dużym rozmachem, w sposób taki bardzo skuteczny i pociągający wielu dla tej sprawy ale ta sprawa powinna mieć mocne oparcie teologiczne.
Więc ks. Natanek przechodził pewne wahania, jakby nie rozróżniał kilka lat temu intronizacji Jezusa na Króla Polski, intronizacji Chrystusa Króla Wszechświata
Pewne jego symbole, którymi się posługuje czy wypowiedzi też świadczyły o tym, że nie rozróżniał ściśle intronizacji Serca Bożego i intronizacji Jezusa jako Osoby, choć teraz ma nauki i wypowiedzi w duchu intronizacji Jezusa jako osoby.
Jednak do tego dążenia intronizowania Jezusa dodaje pewne działania i wypowiedzi, które intronizacji nie służą. Zwłaszcza chętne, prędkie powoływanie się na przesłania, które otrzymują osoby z jego kręgu m.in. Agnieszka, Małgorzata, ale szereg też innych osób, osoby zaprzyjaźnione z nim, które wciąż rozmawiają z Matką Bożą, z Panem Jezusem. Te przesłania notują, ks. Natanek je publikuje, powołuje się w kazaniach, choćby w kazaniu niedzielnym z 17 lipca, powołuje się na niedawne przesłania, które otrzymała jego znajoma od Matki Najświętszej.
Treść tych przesłań jest najczęściej słuszna, natomiast pewna taka skwapliwość i łatwowierność gdy chodzi o przyjmowanie tych przesłań w całości, a są tam pewne elementy dziwne, dziwaczne, zwłaszcza personalne (jeżeli Pan Jezus zapytany o ks. Arcybiskupa Józefa Życińskiego po jego śmierci – gdzie jest Arcybiskup – odpowiada: w piekle i jeszcze to tak obrazowo jakoś rysuje: tam przykuty łańcuchem i wyje, albo wije się nagi czy coś w tym rodzaju) to nie zgadza mi się z wszelkimi przesłaniami od Jezusa od wielu stuleci, z którymi się jakoś zapoznałem czy o których wiedzą moi znajomi duchowni czy świeccy, i w których nie zdarzyło się żeby po imieniu, po nazwisku Pan Jezus mówił czy Matka Najświętsza – że ta i ta osoba jest w piekle, chociaż i ze słów Jezusa i ze słów Matki Najświętszej, zwłaszcza z przesłań, które Ona przekazała choćby w Fatimie wynika, że piekło nie jest puste. Że w piekle prócz demonów są również potępieni. I piekło jest tą możliwością kategorycznego i ostatecznego sprzeciwu wobec Boga, wobec woli Bożej, wobec królowania Boga, wobec miłości Bożej.
Ale to, co się dzieje w życiu człowieka, zwłaszcza w tej ostatniej chwili przejścia z doczesności do wieczności jest dla nas tajemnicą. Czyli o ile można powiedzieć i Bóg daje takie znaki - cuda, że ktoś jest niebie, że ktoś jest w święty o tyle nie można kategorycznie powiedzieć, że ktoś jest potępiony.
W tym niedawnym kazaniu sprzed kilku dni ks. Natanek umieszcza zresztą Arcybiskupa Życińskiego w piekle obok Mahometa, który też jest przykuty łańcuchem w jakiejś tam komnacie piekielnej. To jednak wykracza poza sposób jakim Bóg komunikuje się z nami, gdy chce poprzez świętych czy Matkę Najświętszą mówić nam o pewnych sprawach szczegółowych, mieszczących się w nauce Pisma Świętego i w Nauce Kościoła. W sprawach lokalnych, szczegółowych, nieraz nawet i personalnych, ale nie do tego stopnia, żeby mówić, że ten i ten jest potępiony.
Ponadto pewną nieroztropnością jest atak na Mahometa, który może pociągnąć za sobą fatwę, wyrok śmierci i jakiś muzułmanin może za nadzieją eschatologiczną, że będzie w niebie jako męczennik, czy jakiś wykonawca opłacony po prostu ks. Piotra Natanka zabić. Za tego jednego Mahometa.
Te dodatki, które ks. Natanek łączy ze sprawami słusznymi, których broni – a broni Ojczyzny, broni Ducha, sprzeciwia się tym hierarchom, którzy uwikłani byli czy może są jeszcze w jakąś współpracę agenturalną, ale znowu jest mało precyzyjny. Jeżeli zarzuca jakiemuś hierarchowi nie wymieniając jego nazwiska, że współpracował z NKWD, no to powinien przynajmniej to powinien to skorygować, raczej z GRU współpracował a nie z NKWD, bo NKWD jest to sprawa historyczna. Z GRU czy z KGB.
No więc jest tam taka nonszalancja, gdy chodzi o szczegóły, i taka wielka pewność siebie wsparta ogromnie pozytywnym odzewem nie tylko tych tzw. „natankowców” ale również innych komentatorów, którzy – jak wiem od znajomych, którzy korzystają z internetu – bardzo pozytywnie odbierają postawę i nauczanie, działalność ks. Natanka, w duchu troski o Ojczyznę i w duchu sprzeciwu wobec tchórzliwych, koniunkturalnych postaw niektórych hierarchów, których może być mniejszość ale niestety nadają pewien ton bo w imię jedności hierarchowie o przekonaniach patriotycznych nie chcą się tamtym sprzeciwić ani wykazać ich także teologicznych błędów, choćby zawartych w sprzeciwie wobec intronizacji Jezusa na Króla Polski.
Sprawę intronizacji Jezusa na Króla Polski podnosi i propaguje w sposób mocny, jednoznaczny i teologicznie podbudowany ks. Tadeusz Kiersztyn. O ile wiem w przeszłości przez pewien czas
ks. Natanek, znacznie młodszy zresztą, z ks. Tadeuszem Kiersztynem współpracował. Ich drogi rozeszły się. Ks. Kiersztyn zarzuca ks. Natankowi właśnie takie chwiejne i nieprecyzyjne widzenie intronizacji, o ile mi wiadomo, i dodawanie różnych wypowiedzi i działań, które sprawie szkodzą.
O ile wiem, ks. Natanek zwrócił się niedawno do ks. Kiersztyna z propozycją pojednania. Uzasadnił to tak, że Pan Jezus powiedział Agnieszce, Agnieszka powtórzyła jemu, że obaj kapłani powinni się pojednać. Uzasadnienie można powiedzieć wątpliwe jeżeli przyjmie się, że samo przesłanie, które przyjmuje Agnieszka, jest wątpliwe.
Ale ks. Tadeusz Kiersztyn podjął tę propozycję, udał się do ks. Natanka do Grzechyni i przedstawił pewne warunki. Pojednanie – tak, ale pojednanie w prawdzie.
Znaczy dobrze będzie jeżeli kapłani zgodnie będą służyli sprawie intronizacji, ale należy intronizację widzieć w sposób precyzyjny, jednoznaczny i pozbawić ją tych dodatków, które sprawie szkodzą i które mogą być wyciągnięte przez przeciwników intronizacji i być łatwym pretekstem i dla władzy politycznej i dla władzy kościelnej i dla mediów, wręcz w kierunku ośmieszania sprawy.
I o ile wiem, ks. Natanek tego warunku nie przyjął a z tych jego ostatnich wypowiedzi w Internecie wynika, że te właśnie dodatki, te przesłania, które otrzymują jego znajome czy znajomi chętnie cytuje i daje im wiarę.
Czyli łącząc sprawę intronizacji ze sprawami trzeciorzędnymi a niekiedy wątpliwymi, a niekiedy wręcz błędnymi.
I zasadniczy sprzeciw władzy kościelnej wobec ks. Natanka obawiam się, że dotyczy jednak sprawy intronizacji a nie tych dodatków. Te dodatki są bardzo dobrym pretekstem, żeby ks. Natanka suspendować, jakoś odtrącić, marginalizować czy wezwać wiernych, żeby wpłynęli na ks. Natanka, żeby odwrócili się od niego, żeby wpłynęli na niego aby się nawrócił ku władzy kościelnej, no więc posłuszeństwo ks. Natanka, tak jak i każdego kapłana, wobec biskupa obowiązuje, także w sprawie suspensy, ale pytanie czy przełożony kościelny ma czystą intencję wobec ks. Natanka i tego co ks. Natanek mówi i tego co ks. Natanek czyni.
Niezależnie od podporządkowania się pewnym decyzjom przełożonego można, nie odrzucając jego władzy, jakikolwiek jest ten przełożony, to przecież władzę otrzymał od Kościoła, od Ojca Świętego i jest w ramach sukcesji apostolskiej przecież – biskupem; więc nie odrzucając jego władzy jednak o motywy decyzji, a decyzje biskupów przecież bywają błędne, przecież są przypadki, gdy biskup kogoś suspendował a potem ta osoba jest wynoszona na ołtarze, są przypadki gdy biskupi skazali na śmierć przez spalenie na stosie Joannę d’Arc, a następnie ona została kanonizowana, więc pewne decyzje, motywy decyzji i treść decyzji może być poddana refleksji krytycznej, chociaż ktoś poddany danej władzy konsekwencje tych decyzji, nieraz bardzo bolesne, ponosi.
Otóż kardynał Dziwisz w zasadniczej sprawie intronizacji z ks. Natankiem a także ze mną, z ks. Kiersztynem i z tymi, którzy głoszą intronizację Jezusa na Króla Polski się różni.
I teraz można się zastanawiać - dlaczego? Jakie są motywy tego sprzeciwu.
Polecam bestseller - książkę "Krzyż" super wywiad-rzeka.
Za nami wybory. Po 4 latach nieudolnych rządów Platforma ponownie zdobywa najwięcej miejsc w Parlamencie. No i do tego aż 10% poparcia dla Ruchu Palikota. Jak Ksiądz skomentuje ten wynik wyborów?
Najpierw – przeszło połowa wyborców nie wzięła udziału w wyborach, więc to nie jest 10% tylko to jest niecałe 5% zakładając, że nie było znaczących fałszerstw. Ja nie wiem ile procent mniej uzyskał Palikot faktycznie wobec tego, co rzekomo uzyskał, jeżeli wziąć pod uwagę fałszerstwa, a fałszowanie wyborów jest bardzo łatwe i proste.
I to na różnych szczeblach.
Uważam, że Platforma, która nie ma żadnych oporów jeżeli chodzi o kłamstwa, dezinformacje, urabianie opinii społecznej na swoją modłę, świadome działanie na szkodę Polski łącznie z zabijaniem ludzi niewygodnych, tak samo nie ma żadnych moralnych oporów gdy chodzi o fałszowanie wyborów.
Ponieważ ja nie wiem jaka była skala fałszerstw, ale niewątpliwie były, dlatego trudno mi uznać za wiarygodny ten wynik, który podano do wiadomości.
Niemniej faktem jest, że znaczna część młodzieży poparła Palikota.
Młodzież jest szkolona w „luzactwie”, anomii, młodzieży się podsuwa wzorce, które nie formują osobowości w kierunku patriotyzmu, świadomości sumienia, honoru.
Pewne sprawy tradycyjnie ważne są dzisiaj lekceważone, ośmieszane lub przemilczane i efektem takiego wychowania dzieci i młodzieży może być także taki pajac u władzy, który się młodym ludziom podoba i młodzi, którzy na niego głosowali, może nie do końca świadomi co on sobą reprezentuje i do czego dąży, pod wrażeniem jakichś jego sztuczek wizerunkowych popełnili duży błąd, z którego być może zdadzą sobie sprawę za jakiś czas albo i nie, trudno powiedzieć jak trwałe będzie to ogłupienie części młodzieży.
Jest pewna atrofia rozumu i wolności, ujawniająca się także w rozmowach, również w rozmowach z ludźmi, którzy chodzą do kościoła, natomiast kryteriów moralnych, które odnoszą do spraw różnych osobistych, codziennych, nawet rodzinnych jeszcze, tych kryteriów moralnych nie odnoszą do spraw publicznych, społecznych, politycznych. Czasem rozmawiam z takimi osobami, które chodzą do kościoła i teoretycznie uznają, że Kościół ma prawo się wypowiadać na temat moralności w polityce, ale jeżeli się wypowiada no to stawia mu się zarzut, że się miesza do polityki i że porusza tematy, których nie należałoby z ambony głosić.
Więc jest pewien taki szantaż nawet ze strony niektórych pobożnych katolików, którzy wręcz grożą czasem, że jeżeli ksiądz czy księża będą mówili o polityce, to przestaniemy chodzić do kościoła. Ale jeżeli zapytać takiego katolika - no to co: ksiądz ma prawo, Kościół ma prawo odnosić się do polityki w kategoriach moralnych? Ma prawo. To dlaczego nie ma prawa o tym mówić?
To jest to takie wałęsowskie jestem za a nawet przeciw, są plusy dodatnie i plusy ujemne, to jest pewien taki styl myślenia zupełnie pozbawionego logiki.
Zresztą podobno z procesu edukacji eliminuje się w tej chwili logikę. To znaczy chodzi o to, żeby młodzież nie myślała w kategoriach prawda – kłamstwo, rzeczywistość – nierzeczywistość, dobre – złe, żeby łatwo godziła się na pewne wewnętrzne sprzeczności. Ktoś może być wewnętrznie sprzeczny ale się podoba. I już.
Palikot zresztą jest człowiekiem wewnętrznie sprzecznym bo jeżeli porówna się jego zaangażowanie – no nazwijmy to - katolickie sprzed kilku lat i jego różne wypowiedzi choćby w obronie krzyża w miejscach publicznych z jego postawą i wypowiedziami dzisiaj – no to jest to sprzeczność. Ale Palikotowi to nie przeszkadza i – co gorsza – nie przeszkadza bardzo wielu ludziom, którzy na niego głosowali bo im się taki pajac podoba.
Czyli kryteria estetyczne, i to takiej bardzo niskiej próby estetyki, przeważają nad kryteriami rozumowymi, etycznymi nie mówiąc już o sprawach wiary.
Gdyby ktoś był uformowany w sensie chrześcijańskim, katolickim to miałby pewną orientację zarówno rozumową, w sensie naturalnym.
Pan Jezus pyta, dlaczego sami z siebie nie rozumiecie tych znaków czasu, które się dzieją. Rozpoznajecie pewne znaki pogody i wiecie, że jakieś tam chmury czy jakiś wiatr zwiastuje taką czy inną pogodę, to rozumiecie.
Natomiast znaków czasu, które odnoszą się nie tylko do pogody atmosferycznej ale odnoszą się do pogody intelektualnej, duchowej i również pogody politycznej tych znaków nie rozumiecie. Dlaczego? Sami z siebie powinniście je rozumieć, tzn. macie rozum od Boga i trzeba z niego robić użytek.
No ale do tego rozumu naturalnego, który otrzymaliśmy od Boga Stwórcy, Pan Bóg jeszcze dodaje nam pewną nadprzyrodzoną orientację: mamy Pismo Święte, mamy Objawienie, mamy Pana Jezusa, mamy Matkę Najświętszą żeby się modlić i sama naturalna zdolność powinna dać człowiekowi jakąś władzę rozeznania.
No ale jeżeli kogoś nie obchodzi jakie będzie polskie jutro i jakie było polskie wczoraj, a polskie dziś sprowadza do tego, że jakoś trzeba związać koniec z końcem, jeżeli politykę – to i z ust duchownych od czasu do czasu słyszę – rozpatruje się w kategoriach „kłócą się czy się nie kłócą?”. Jak kłócą się to niedobrze a jak się nie kłócą do dobrze.
To znaczy co? To znaczy, że mamy takich troje nowych świętych: święty kompromis, święty spokój i święta tolerancja. Jeżeli ci święci teraz nami jakoś kierują to prawdziwi Święci już tutaj muszą zamilknąć, no bo (…) o inny pokój chodzi Panu Jezusowi, który mówi, że „nie przyszedłem pokoju przynieść tylko miecz”. Poróżnię jednych z drugimi, nawet w rodzinie. Czyli Ewangelia, nauka boża staje się znakiem pokoju ale i znakiem sprzeciwu. Znaczy trzeba czasem zburzyć fałszywy spokój po to, żeby budować pokój oparty na prawdzie.
Jest spokój cmentarza, takiego cmentarza, gdzie nikt już głosu nie zabiera bo wszyscy leżą pod ziemią, jest też taki pokój życia, pokój rozwoju. No więc wielu ludzi swoimi głosami albo brakiem głosu wypowiedziało się po stronie świętego spokoju, świętej tolerancji, świętego kompromisu.
Ale z kim kompromis?
Są ludzie, z którymi kompromisu nie ma, dialogu nie ma, tolerancji dla nich nie ma. Nie można tolerować szkodników, złoczyńców, kłamców, błaznów. Tylko pytanie – w jaki sposób okazać ten sprzeciw? Czasem milczenie a czasem słowo jest właściwym sposobem okazania swojego sprzeciwu, czasem czyn, czasem powstrzymanie się od pewnego czynu – różnie. Tu roztropność nakazuje rozeznanie jak w danej sytuacji kto się powinien zachować.
Natomiast gdy chodzi o wybory, to ryzyko związane z udziałem w wyborach i poparciem tych czy innych osób i tej czy innej partii jest minimalne. Nie jest porównywalne z ryzykiem kiedy człowiekowi groziło więzienie albo nawet śmierć za to, że odmówił jakiegoś podpisu, odmówił jakiegoś udziału w czymś, nie wstąpił tam do jakiejś partii np. PZPRu no i na skutek tego zablokowany ma awans, nie podpisał jakiejś deklaracji lojalności, szedł do więzienia, albo nie poszedł na współpracę z Urzędem Bezpieczeństwa i tym samym podpisał wyrok śmierci na samego siebie.
Jednak stopień ryzyka jest w tej chwili znacznie mniejszy ale stopień ogłupienia jest dużo większy.
I to jest mocne.
Ale nie ma takiej złej sytuacji, w której by nie można zrobić czegoś dobrego.
Więc kiedy sobie pomyślę o młodych obrońcach Polski w czasie okupacji niemieckiej, sowieckiej, potem znowu niemieckiej, potem znowu sowieckiej, potem PRLu, potem prześladowania w więzieniu, mordowania ludzi wiernych Bogu, Honorowi i Ojczyźnie, kiedy sobie przypomnę sylwetki żołnierzy niezłomnych, zwanych wyklętymi, czy różnych polskich bohaterów i męczenników, to różnice widzę w stopniu poświęcenia, wielkości ofiary, ale widzę też różnicę w pewnej sytuacji ideowej i moralnej dosyć jednoznacznej wtedy a nie tak czytelnej, jednoznacznej dzisiaj.
Dużo trudniej w tych czasach zamętu, chaosu, pomieszania pojęć w tej chwili jakoś zyskać moralne i mentalne, ideowe rozeznanie (chociaż ryzyko jest mniejsze) niż to było kilkadziesiąt lat temu, gdy ryzyko było większe ale zarazem sytuacja była dosyć czytelna.
Albo byłeś wierny Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie albo szedłeś na różne formy kolaboracji, współpracy.
Twoja wierność mogła skończyć się Twoją śmiercią ale wiedziałeś za co umierasz.
A w tej chwili sprawa wierności czy niewierności kiedy się kryteria rozmywają dobra i zła, prawdy i kłamstwa, kiedy postmodernizm sprawia, że samo pytanie o prawdę i dobro jest czymś, jak to mówi młodzież, obciachowym, czymś niewłaściwym, niepoprawnym politycznie, o pewne sprawy człowiek w ogóle nie pyta, mówi że wszystko jest względne – to jest ta dyktatura relatywizmu, no więc w warunkach tej dyktatury, a totalitaryzm głosił kłamstwo, oparty był na kłamstwie, ale inna była perwersja totalitaryzmu a inna jest perwersja dyktatury relatywizmu, który też może doprowadzić do totalitaryzmu, jak przestrzegał błogosławiony Jan Paweł II – zakamuflowanego bądź jawnego, ale na razie stwarza pewien taki komfort pseudodemokracji. I ludziom się wydaje, że mamy wreszcie wolność, mamy wreszcie Polskę suwerenną, niepodległą. Nie mamy ale wielu ludzi myśli, że mamy, żeśmy ją odzyskali przy okrągłym stole, bo tam Magdalenka, Kiszczak, kto jeszcze: Jaruzelski, nam „zagwarantowali wolność”. No to z niej korzystamy.
Jest problem z niektórymi duchownymi, nie wyłączając biskupów, bo mówi się o Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę jako ratunku dla Polski, że jest to ta broń, narzędzie, które może Polskę uratować bo cuda różańcowe były w przeszłości w wyniku różnych krucjat w dziejach, prowadzących do zwycięstw różańcowych, no to mamy nadzieję, że Matka Boża jakiś cud różańcowy nam zorganizuje, zapewni, ale do tego nasz współudział jest potrzebny. No to niektórzy duchowni mówią: „po co krucjata, przecież nie ma żadnej wojny”. Bo „krucjata” się kojarzy z „wojną”. Jak będzie kiedyś wojna to zrobimy krucjatę ale w tej chwili jest pokój.
No nie ma żadnego pokoju. Jaki pokój? Jaki pokój.
Tyle, że wojna może być prowadzona różnymi metodami. Nie trzeba zaraz sięgać po środki militarne, żeby toczyć wojnę.
Zresztą już starożytni Chińczycy mówili, że najpierw trzeba ludzi zdemoralizować a potem dopiero wyruszyć i dokończyć sprawę, sięgając także po środki militarne jeżeli to jest konieczne, ale najpierw ludzi pozbawić ducha, pozbawić wiary, nadziei. Tak ich ogłupić i tak ich zdemoralizować, żeby się poddali, żeby nawet nie trzeba było za bardzo z nimi walczyć w sensie militarnym.
Więc w tej chwili jesteśmy w tej fazie właśnie ukształtowania Polaków w ten sposób właśnie, żeby...
Poza tym nie mamy czym się bronić, armia jest w rozkładzie przecież.
A ten, który armię rozłożył, który doprowadził do wygubienia kadry – najpierw lotnictw a potem armii jako całości, w tej chwili się spodobał jakimś wyborcom i wybrali go na senatora, mając do wyboru osobę nieskazitelną.
Więc takich żałosnych wyborów było szereg w czasie tej nieszczęsnej kampanii wyborczej – nie - kampania jest przed wyborami, a same wybory to już nie jest kampania, tak? Owoc kampanii.
Owoc robienia ludziom wody z mózgu.
No więc wielu się poddało tej metodzie, ale zdarzają się niespodzianki: człowiek może się jakoś moralnie i umysłowo obudzić i zacząć myśleć.
Następnie wygląda na to, jeżeli przyjrzymy się tym znakom czasu właśnie, że Pan Bóg gdy sięgał po środki łagodniejsze i one nie skutkowały, pewnie będzie teraz coraz częściej sięgał po środki bardziej bolesne, po terapię wstrząsową. I terapia wstrząsowa może z jednej strony jest bolesna ale z drugiej strony w jakiejś mierze skutkuje.
Podam przykład.
Poproszono mnie do szpitala do pewnego młodego człowieka, który próbował popełnić samobójstwo w ten sposób, że nałykał się jakichś proszków, zamknął się w kuchni, pozatykał okna, szpary i wywietrznik, puścił gaz i tak mu się wydawało, że pod wpływem tych pastylek, które łyknął i gazu, który wdychał po prostu zaśnie i się już więcej nie obudzi. Umrze.
Tymczasem jednak nie wyłączył lodówki i prawdopodobnie jakieś iskrzenie w lodówce, do której dostał się już gaz, spowodowało wybuch.
I skutek tego wybuchu, no bo posypały się szyby, ten człowiek poraniony, w szoku (no bo jeszcze nie umarł) poraniony, zakrwawiony, wybiegł krzycząc na korytarz, zaalarmował w ten sposób sąsiadów, którzy natychmiast wezwali karetkę pogotowia i w szpitalu go odratowano.
Czyli gdyby tego wybuchu nie było to on by po prostu umarł.
A ten wybuch, chociaż był sprawą przykrą i bolesną, no bo raz: kuchnię trzeba było remontować, a drugie – tego młodego człowieka leczyć.
Poza tym go bolało.
Otóż to co boli może być tym ostatecznym środkiem ocalenia dla kogoś, kto by w tym swoim śnie zasnął już na zawsze.
Czy tym usypiaczom polskich rozumów i polskich sumień powiedzie się to dzieło usypiania tak, że Polska zaśnie i już się więcej nie obudzi i zginie, i umrze, bo o to właśnie chodzi jak sądzę, czy też Pan Bóg właśnie na zasadzie tej terapii wstrząsowej spowoduje jakiś jeden czy drugi wybuch, jakieś jedno, drugie czy trzecie czy któreś tam z kolei nieszczęście, które spowoduje, że ludzie zaczną troszkę myśleć i zastanawiać się, dlaczego nas to spotkało?
Że może jednak lepiej jest żyć niż umrzeć. Jeżeli człowieka boli to stara się ten ból usunąć i zastanawia się nad przyczyną bólu a jeżeli człowieka nie boli ale jest ciężko chory i umiera no to mówi – mnie tak dobrze, ja nie cierpię. Teraz nie cierpisz, ale po śmierci będziesz cierpiał w piekle, biedaku.
A cierpienie piekielne jest nieporównanie gorsze od cierpienia związanego z kuracją wstrząsową, czyli Pan Bóg stosuje kurację wstrząsową po to, żeby ustrzec człowieka przed cierpieniem piekielnym.
Sama śmierć może być bezbolesna ale co po śmierci? Co po śmierci?
No ktoś powie – nic po śmierci. To się przekonasz.
Jedna starsza pani na krótko przed swoją śmiercią w hospicjum jak ją próbowałem namówić, żeby się wyspowiadała i Komunię św. przyjęła, to mi mówi: a nie, ja tego nie potrzebuję. No to jej pytam: to co, nie chce pani pójść do nieba? A ona mi mówi: to ksiądz wierzy w takie bajki? To ja jej mówię – to nie są bajki, proszę pani, pani się niedługo przekona ale lepiej, żeby pani się wcześniej przygotowała na ten moment przejścia.
Już nic nie powiedziała.
W nawiązaniu do tej „terapii wstrząsowej” czy można mówić, że obecność w Sejmie Palikota, który zapowiada usuwanie krzyża właśnie nie jest takim wstrząsem. Już nawet san Kwaśniewski przyznał, że krzyż w sali sejmowej stał się już pewną niepisaną tradycją i nie ma co toczyć o niego boju. W obronie krzyża stanął także nawet Niesiołowski, już nie wspominając o Lechu Wałęsie, który powiedział, że krzyż zniknie „po jego trupie”. Zatem wybryki Palikota potrząsnęły nawet takimi ludźmi, jak Kwaśniewski, Niesiołowski i Wałęsa.
Pytanie czy oni w ogóle potrafią być konsekwentni w jakiejkolwiek sprawie, czy nie zmienią zdania, czy nie zrobią wyjątku tak jak także wśród biskupów przecież no nie było głosu sprzeciwu wobec obecności krzyża w przestrzeni publicznej.
To biskupi jednak stwierdzają, że krzyż ma prawo istnieć w przestrzeni publicznej, ale niektórzy zrobili pewien wyjątek. Ma prawo istnieć z wyjątkiem sytuacji, kiedy wzbudza kontrowersje.
Który z biskupów tak powiedział?
Nomina sunt odiosa.
Ale stwierdzenie teoretyczne, że krzyż ma prawo być w przestrzeni publicznej, natomiast praktyczne zakwestionowanie obecności krzyża w przestrzeni publicznej dlatego, bo ktoś się temu sprzeciwia, bo komuś się to nie podoba jest wyraźną zachętą, żeby ktoś, komu się nie podoba obecność krzyża na Krakowskim Przedmieściu zaraz się zainteresował w sensie negatywnym obecnością krzyża w Parlamencie.
Potem obecnością krzyża w szkołach, potem w szpitalach, potem no gdzie jeszcze – gdziekolwiek na skrzyżowaniach dróg i ulic, bo odwraca uwagę kierowców na przykład.
Bilboardy z nagimi paniami nie odwracają uwagi kierowców natomiast krzyż odwraca uwagę kierowców.
Logiki tutaj w tym nie ma żadnej, natomiast jeżeli ktoś teoretycznie pewną sprawę stwierdzi ale zastosuje potem regułę wyjątków, no to z tej teorii może nie wyniknąć żadna praktyka, żadna konsekwencja.
Następnie – co do deklaracji szumnych pana LW to ja nie miałbym tam za wiele zaufania i jakichś oczekiwań.
No cóż znaczy Matka Boża w jego klapie?
Nie bierz imienia Pana Boga twego na daremno. To jest drugie przykazanie więc sam fakt powieszenia krzyża jeżeli Sejm stanie się miejscem produkowania się palikociąt i będzie to jeden wielki cyrk, jedna wielka błazenada, kiedy próba podjęcia jakiegokolwiek poważnego tematu spotka się z jakąś taką, czy to histeryczną manifestacją sprzeciwu, czy to jakimś kolejnym błazeństwem, no to klasyczne pytanie: czy przy wejściu do domu publicznego należy umieszczać święty obrazek albo napis „W Imię Boże”. No chyba nie, bo byłby to grzech przeciwko drugiemu przykazaniu: „Nie bierz imienia Pana Boga twego na daremno”.
Więc jeżeli Sejm ma się przemienić w tego rodzaju dom publiczny w tej chwili, jedni tam się będą sprzedawali, już się sprzedają zresztą za mniejszą czy większą opłatą. (…) no jest taka partia, która „z każdym może”.
Czyż to nie jest typowa polityczna prostytucja?
No więc z jednej strony…
Bo tam jeszcze jakaś resztka przyzwoitości, troszeczkę ludzi uczciwych jeszcze jakoś do tego Sejmu się dostało.
W tej chwili próbują nawet jakichś tam kilku uczciwych pod jakimś wydumanym, bezsensownym zarzutem, że kiedyś pracowali w prokuraturze to teraz nie mogą być w Sejmie czy Senacie.
No więc tym różnym błaznom i złoczyńcom jeszcze przeszkadza, że tych ludzi uczciwych jest za dużo, że bodaj kilku jeszcze stamtąd wyrzucić, żeby nam było dobrze w tym domu publicznym.
No więc wydaje mi się, że tam jeszcze resztka jakaś sensu w tej instytucji się zachowała.
Ale to jest resztka.
Więc krzyż tej resztce oczywiście jest potrzebny, ale nie tylko jako materialny znak poddany różnym nadużyciom.
Przecież jest cała historia różnych nadużyć związanych z krzyżem.
Są krzyże profanowane przez niewłaściwy użytek z nich czyniony.
No więc pytanie: czy obecność krzyża w tym sejmie, jaki teraz się ukształtował będzie profanacją krzyża, czy też krzyż ma jeszcze rację bytu w tym miejscu.
I nad tym należałoby się zastanowić.
Dopóki będzie chociaż jedna osoba tam uczciwa to myślę, że ma.
No, jeżeli w domu publicznym jest uczciwa sprzątaczka, to znaczy co: mogą być tam krzyże w tych pokojach gdzie się przyjmuje klientów? Nie wiem czy jedna osoba wystarczy.
Na razie w Sejmie jest troszeczkę więcej jeszcze uczciwych osób niż jedna, ale wszystko idzie w tym kierunku, żeby z Sejmu zrobić – jak to kiedyś ktoś powiedział w Wolnej Europie, kiedy w wyjątkowo skandaliczny sposób zachowywali się posłowie w związku z jakąś tam sprawą: ryki, śmiechy, krzyki, próba zagłuszenia, ktoś tam chciał coś tam sensownego powiedzieć, jakiś protest czy coś, i o Sejmie powiedziano „tłuszcza poselska”.
Ile tej tłuszczy w tym Sejmie III RP, a ile ludzi uczciwych, i czy ci ludzie uczciwi, patriotyczni, kierujący się jakąś zasadą moralną, dekalogiem, ewangelią, ile oni jeszcze dobrego będą w stanie zrobić dla Polski.
To jest pytanie.
I krzyż jest dla nich jakimś oparciem.
Tutaj chciałam nawiązać do tego, co Ksiądz wspominał o przebudzeniu narodu. Przed nami Marsz Niepodległości, przejdą w nim ci, którzy nie dali się uśpić. Natomiast środowiska lewackie, związane m.in. z „Gazetą Wyborczą” organizatorów i uczestników marszu nazywają „faszystami”. A co Ksiądz sądzi o ludziach, którzy organizują marsz i wezmą w nim udział?
Ich postawa mi się bardzo podoba. Uważam ją za słuszną. Jest to jakiś przyczynek do dążenia ku Polsce niepodległej, wolnej, suwerennej.
Wiele takich działań może Polskę obudzić, Polskę uratować.
Natomiast postawa redaktorów „Wyborczej” jest całkowicie zgodna z tą słynną przestrogą Adama Michnika, który uważa, że największym zagrożeniem dla Polski są trzy fundamentalizmy: narodowy, religijny i moralny.
Czyli słowo „fundamentalizm” się troszeczkę niektórym źle kojarzy ale istotą fundamentalizmu moralnego jest rozróżnienie dobra i zła.
Istotą fundamentalizmu narodowego jest rozróżnienie tego co służy Polsce i tego co Polskę niszczy, co służy polskiej racji stanu i sprowadza Polskę do wasala jakichś sąsiednich mocy politycznych, które nie są zainteresowane w tym, aby Polska niepodległa w ogóle istniała.
Natomiast ziemia polska jest im potrzebna, dobra, które pod ziemią się znajdują są im potrzebne, Polacy jako robotnicy sezonowi są też potrzebni. Więc niech Polacy wyjeżdżają do jakichś tam prac, najlepiej fizycznych poniżej swoich kwalifikacji na Zachód, niech Polacy szkoleni na Wschodzie w odpowiednich placówkach, instytucjach sprawują tutaj role kierownicze, niech młodzi Polacy zatracą jakiejkolwiek poczucie patriotyzmu, kultury narodowej i tradycji, dobra, które w Polsce się dokonywało poprzez dzieje, niech Polska w ich świadomości będzie czymś nienormalnym – „polskość to nienormalność” jak to powiedział pewien polityczny przywódca pożal się Boże.
A co do fundamentalizmu religijnego no to istota tego fundamentalizmu jest ta, że albo coś służy zbawieniu wiecznemu albo nie, albo coś służy świętości albo nie, albo człowiek jest powołany do nawrócenia albo ma trwać w swoich grzechach.
Czyli Michnik jest zwolennikiem pogrążenia Polaków, zwłaszcza młodych, w takim bagienku zła moralnego, bagienku zatraty jakiejkolwiek tożsamości: kulturowej, narodowej, w kierunku zatraty wiary.
To znaczy: można się opowiedzieć bądź po stronie niewierzących i praktykujących bądź po stronie wierzących i niepraktykujących.
To są takie dwie możliwości, które GW toleruje. Tzn. jeżeli jesteś wierzący, ale z tego nic nie wynika, to dobrze, to sobie bądź wierzący, ale tego nie ujawniaj.
Albo z drugiej strony, jeżeli bardzo lubisz zajmować pierwsze miejsca w kościołach to wtedy – proszę bardzo, sprawia ci to przyjemność, może to ma walor rozrywkowy, może prestiżowy, może coś takiego, ale bądź zarazem człowiekiem niewierzącym, który tę swoją niewiarę będzie potrafił jakoś zakomunikować, żeby było wiadomo po co ty do kościoła idziesz. Przecież dla PijaRu.
GW przypuszczam, że skłonna byłaby tolerować takie zachowania tym bardziej, że sam Adam Michnik - nawet dopiero co widziałem taki program o ks. Jerzym Popiełuszce - i Adam Michnik i Jacek Kuroń i tam inni bardzo lubili się pokazywać w kościele św. Stanisława Kostki i blisko ks. Jerzego, a potem, po Jego śmierci blisko Jego grobu; więc sobie wybieraj: bądź wierzący i niepraktykujący albo praktykujący i niewierzący.
Ale jedno i drugie razem to już nie.
Czyli zgodnie z tą walką z tymi trzema fundamentalizmami, GW nazwijmy to w skrócie, bo chodzi tutaj powiedzmy o cały ten „salon” polityczno-relatywistyczny, w tym właśnie środowisku dobre jest to, co się podoba. Ci ludzie chcą nawzajem sobie się podobać i potrafią na wiele sposobów siebie wynagradzać nawzajem, siebie chwalić, jeden w salonie pochwali drugiego czy drugą i nawzajem też otrzyma pochwałę albo nagrodę, albo premię, bądź jakieś wyróżnienie towarzyskie.
Więc jest to takie towarzystwo – dawniej, w czasach harcerskich pamiętam to się mówiło – towarzystwo wzajemnej adoracji.
Czyli nie adoruje się Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Pana Jezusa, Matki Najświętszej, bo po co? Można pewne gesty tylko wykonywać, zwłaszcza jeżeli to się niektórym ludziom podoba, no więc być takim obrotowym: że się podobać jednym i podobać się drugim. Pójdę do kościoła to się spodobam katolikom. Nagadam na rodzinę, na moralność, na małżeństwo czy na obecność krzyża w życiu publicznym to się spodobam palikociętom. I w ten sposób wszyscy są zadowoleni.
A że w tym nie ma żadnej logiki i żadnej konsekwencji, a cóż to takiego? Po co logika? Mamy dyktaturę relatywizmu czyli logika jest balastem, przeszkodą.
I tej właśnie takiej sytuacji mentalnej i moralnej, albo raczej amoralnej, w tej sytuacji GW tu jest pewnym symbolem gdy chodzi o walkę z polskim patriotyzmem, walki z moralnością, walki z wiarą traktowaną poważnie – to jest ten symbol, a jest wiele innych ośrodków, które działają w tym samym kierunku. Chodzi o to, żeby zmienić człowieka, przerobić człowieka na swoją modłę i autentyczne wspólnoty rozbić i ośmieszyć, zmarginalizować, zdeprecjonować, natomiast w miejsce wspólnot tworzyć różne formy wspólnictwa: czy to wspólnictwa salonowego właśnie, czy wspólnictwa w różnych interesach, częstokroć szemranych, przestępczych na mniejszą czy większą skalę.
Więc ta obecna władza, bardzo popierana właśnie przez GW, przez ten cały salon, obecna władza, tkwiąca w różnych mafijnych układach i sterowana przez – jak to Stanisław Michalkiewicz powiada – starszych i mądrzejszych, którzy lubią działać z ukrycia, nie muszą się tam zaraz pokazywać ludziom, no więc ta cała władza proponuje ludziom pewne korzyści związane ze wspólnictwem.
Natomiast gdziekolwiek się tworzy autentyczna wspólnota, no choćby Solidarnych 2010, budzenie się solidarności po tej zbrodni smoleńskiej, zamachu z 10 kwietnia ub. r., no to to jest ośmieszane bądź zwalczane albo oskarżane, o to, że tutaj jakieś brudne cele polityczne się realizuje.
Tymczasem obecność krzyża w przestrzeni publicznej oznacza obecność Chrystusa w przestrzeni publicznej.
A co to jest takiego obecność Chrystusa w przestrzeni publicznej?
Jest to władza Chrystusa Króla jako Króla Polski!
Czyli – jeżeli się konsekwentnie przemyśli, zrozumie sens obecności krzyża w przestrzeni publicznej to trzeba przejść do rozumienia obecności Chrystusa w przestrzeni publicznej i do zrozumienia intronizacji Jezusa na Króla Polski. Dlatego właśnie o to chodzi, żeby Jezus Chrystus wraz ze swoim prawem: prawem dekalogu, prawem Ewangelii, był obecny w życiu społecznym, był obecny w życiu publicznym, politycznym, ekonomicznym, wszelkim! Zgodnie z Ewangelią i zgodnie z nauką społeczną Kościoła, głoszoną ostatnio przez Benedykta XVI
w Jego wspaniałych encyklikach, przedtem przez Jana Pawła II, przedtem przez kolejnych Papieży, zwłaszcza Piusa XI, Piusa XII czy poprzednio Leona XIII.
Jest to nauka społeczna Kościoła, która oznacza, iż Chrystus ma prawo obecności nie tylko w życiu wewnętrznym – owszem, kochajmy Pana Jezusa w sobie, w swoim sercu, tak, na pewno – ale oddajmy Jezusowi Chrystusowi hołd posłuszeństwa, uznajmy Jego władzę w życiu publicznym.
Czyli – krzyż w przestrzeni publicznej jeżeli jest właściwie rozumiany, jako znak a nie tylko jako maskotka, czy to Wałęsa ma maskotkę w postaci tego plakaciku z Matką Bożą, on to wyraźnie traktuje jako maskotkę, żeby się tam komuś podobać, i jego wypowiedź na temat krzyża „po moim trupie”.
Jeżeli człowiek, który tyle głupich rzeczy już powiedział i tyle dobra zaniedbał i tyle szkód Polsce przyniósł mówi, że coś tam będzie po jego trupie, tym gadaniem ja bym się w ogóle nie przejmował.
Czy Niesiołowski – on się już wyjątkowo zbłaźnił, tak że cokolwiek on powie to już nie ma żadnego znaczenia.
Ludzie, którzy bardzo lubią się wypowiadać w życiu publicznym ale ich wiarygodność jest grubo poniżej zera.
No to co się przejmować, że ktoś tam coś powie, albo zastanawiać się co miał na myśli. Zastanawiać się co Palikot ma na myśli jeżeli mówi to lub tamto. Przecież szkoda w ogóle czasu i siły umysłowej na takie głupoty.
Natomiast trzeba się temu sprzeciwić ale właśnie pytanie, pytanie jak.
No m.in. poprzez wprowadzenie logiki do programów szkolnych w liceach. Przez należyte umieszczenie w programach szkolnych polskiego jako literatury polskiej, kultury polskiej, języka polskiego, historii. I te przedmioty się w tej chwili albo bardzo ogranicza albo eliminuje, czyli chodzi o to, żeby wykształcić, wychować ludzi bezrozumnych, podatnych na różne formy zniewolenia i ogłupienia.
Ale mam nadzieję, że przyjdzie taka chwila kiedy intronizacja Pana Jezusa na Króla Polski będzie możliwa.
I właściwe rozumienie obecności krzyża w życiu publicznym i sprzeciw wobec tych ataków – choćby ostatnio krzyż w Sejmie, może pobudzić do myślenia tych, których posługa właśnie na tym polega, żeby myśleć i rozróżniać i stopniowo kształtować ludzi w Polsce tak, aby zachowania emocjonalne, bezrozumne, bezmyślne, głupie, których zresztą wielu będzie potem żałowało bo to prowadzi do ruiny, żeby te zachowania ograniczyć do jakichś bezpośrednich relacji.
Że ktoś się czymś zdenerwował, nakrzyczał, potem żałuje, przeprasza, potem idzie do spowiedzi to to można zrozumieć, takie emocjonalne reakcje doraźne.
Natomiast jeżeli ktoś ma pewien czas żeby pewne rzeczy przemyśleć to nie powinien na tej samej zasadzie, że ktoś mi się podoba, ktoś mi się nie podoba, coś mi się podoba, coś mi się nie podoba, ten mówi głupoty ale ładnie gra w piłkę, a „mój chłopak piłkę kopie, wczoraj bramki strzelił dwie, od niedzieli do soboty tylko mecz, mecz, mecz” – taka piosenka była, pamiętam, w latach wczesnego PRLu.
No więc wielu tak patrzy na przywódców „mój chłopak piłkę kopie, ciągle mecz”.
Jeżeli sprawa rozgrywania Polski jest rozumiana na zasadzie pewnego meczu i w dodatku jeszcze ten mecz mają wygrać jakieś drużyny zagraniczne no to skutki opłakane.
I dlatego duże nadzieje wiążę z ruchem patriotycznym kibiców.
Marsz Niepodległości przejdzie ulicami Warszawy 11 listopada i co dalej? Co jego uczestnicy i organizatorzy mają robić już po marszu?
No, o tym Marszu zachowają wspomnienia przynajmniej do przyszłego roku.
Ale chodzi o pewną patriotyczną formację.
Przecież pamiętam, że już w latach 70-tych i potem, w czasie stanu wojennego organizowane były różne formy samokształcenia: były uniwersytety latające, były wykłady, prelekcje, tygodnie kultury chrześcijańskiej, sam zresztą byłem co jakiś czas tam gdzieś zapraszany z jakąś prelekcją, a przedtem z Mszą św. i kazaniem.
I wtedy Kościół był oparciem dla takich społecznych samokształceniowych inicjatyw.
No więc – są mądrzy autorzy, są mądrzy prelegenci, są mądre publikacje w tej chwili w Polsce ale cała trudność chyba bierze się stąd, że czytają i słyszą najczęściej już przekonani, którzy tylko pogłębiają swoją wiedzę, coś wiedzieli teraz jeszcze umacniają swoje przekonania patriotyczne i moralne, ale wszystko to jest w kręgu setek tysięcy do miliona – dwóch milionów, no może trzech milionów ludzi, których nie trzeba przekonywać.
Natomiast siłą przeciwnika jest kilkanaście, nnno może nie aż kilkanaście, dużo jest ludzi biernych, nieraz po prostu biednych i w tej biedzie pogrążonych w pewnej beznadziejności, że moje społeczne zaangażowanie to jest za duże ryzyko, strata czasu, szkoda siły, to nie ma żadnego sensu, tu się nic nie zrobi, jakby polityka na straty spisana. Ale przeciwnik się z tego cieszy jeżeli może pozyskać kogoś dla jakiejś takiej działalności jaką prowadzą tu różne ośrodki „salonowe” czy medialne czy polityczne to dobrze, a jeżeli można grać na beznadziejności ludzi no to też jest jakiś efekt wtedy, choćby taki, że nie pójdą do wyborów i uważają, że między jedną partią a drugą właściwie żadnych różnic nie ma, bo wszystkim chodzi tylko o to, żeby się nachapać, o te stołki i tak dalej.
Ordynacja jest jaka jest ale jest pewna różnica między jedną partią a pozostałymi i ludźmi, którzy w tej partii są
a ludźmi, którzy są w tych innych, pozostałych; jakaś tutaj różnica jednak jest na korzyść jednych, a ku przestrodze, żeby nie zadawać się z drugimi.
Czyli czasem jakieś konsekwentne domaganie się czegoś.
Pamiętam, że od komunistów, zresztą w tej fazie schyłkowej, można było coś tam wytargować, do czegoś ich tam zmusić. Może oni już byli troszkę zmęczeni, może już czuli, że ich czas troszeczkę mija. Zanim się przefarbowali i załapali się do tej nowej sytuacji politycznej to myślę, że przeżyli troszeczkę taką dezorientację i takie poczucie pewnej przegranej.
Więc taki był moment, kiedy można było to wykorzystać i to zostało zaprzepaszczone zresztą.
Kiedy komuniści byli w odwrocie na krótko, potem się umocnili już na innej zasadzie, ale pamiętam, że coś tam można było jeszcze osiągnąć, wydrzeć, czy po prostu robić swoje nie oglądając się na pewne represje.
Tak i teraz. Mamy Internet, mamy jakieś formy niezależnych telewizji, jakieś programy, radio, Radio Maryja, Niepoprawni.pl, Solidarni 2010.
No więc przeciwnikowi jeszcze nie udało się wszystkiego zniszczyć. Taka możliwość podobno jest, ale robi się to krok po kroku, no to brońmy się.
Mamy te swoje placówki, można powiedzieć, że są to takie placówki, tak jak Jan Paweł II powiedział – polskie Westerplatte, którego trzeba bronić. Także wtedy, kiedy po ludzku biorąc nie widzi się możliwości zwycięstwa.
No ale zwycięstwo moralne, duchowe, choćby takie jakie odniósł ks. Jerzy: kiedy i przegrał i zwyciężył.
Taka postawa wierności Bogu, Ojczyźnie, Kościołowi, sumieniu prawemu, honorowi tak jak ks. Jerzy Popiełuszko błogosławiony mówił od czasu do czasu, że coś byłoby poniżej Jego godności. On bardzo cenił swoją godność, swój honor no i prawe sumienie.
Kiedyś Górale tak śpiewali o ks. Jerzym „On miał honor chłopski i duszę Narodu”. Ładnie – honor chłopski.
No więc każdy może mieć swój honor: jak ktoś z chłopów to chłopski, jak ktoś z robotników to robotniczy,
jak ktoś z inteligencji pracującej to jakiś inteligencki.
Są różne style honoru, ale w każdym środowisku można zachować się w sposób honorowy.
Jeżeli wróci się do takich pojęć, które w tej chwili są jakoś takie dezaktualizowane czy wręcz ośmieszane, właśnie jak prawość sumienia, jak honor, jak godność, jak wspólnota, jak małżeństwo, jak rodzina, jak życie ludzkie, świętość, godność ludzkiego życia od poczęcia po naturalną śmierć, jak powołanie do miłości wiernej i wobec Boga i wobec ludzi, zwłaszcza w małżeństwie, w rodzinie, także wobec Ojczyzny.
No więc jeżeli te sprawy jakoś odżyją: od tego jest katechizacja, od tego jest nauka szkolna.
No ale jeżeli szkoła będzie dalej dezorganizowana w stylu pani Hall czy pani Środy, tak? Czy tam kto tam jeszcze chciałby zastąpić panią Hall?
No Środa się podobno przymierza.
Przymierza się Środa No nie daj Panie Boże. To nieszczęście! Trzeba się przed tym bronić albo stworzyć pewne struktury alternatywne albo organizować szkolne protesty.
My chcemy logiki w szkole!
My chcemy języka polskiego!
Ale kto by miał to organizować? Jak ci nauczyciele też już są wykształceni w tym pokoleniu gdzie już tej logiki za dużo nie było.
No właśnie. My byśmy chcieli.
Nie ma kto protestować. Także rodzice dzieci…
Poddali się niektórzy?
…to już też jest pokolenie, które nie miało logiki. Więc nawet ci rodzice są bierni. To pokolenie rodziców, które jest teraz to już jest to pokolenie stracone, można powiedzieć. To już jest pokolenie, które źle zostało wychowane…
Z pewnymi wyjątkami jednak, mam nadzieję. Jest ta reszta. Tak jak była ta reszta Izraela tak jest reszta Polski, reszta Kościoła w Polsce.
Dzieje Izraela pokazują wciąż odstępstwo i karę i zagładę i zniszczenie i śmierć i wojnę przegraną przez Izraelitow. Niektóre zwycięskie, jeżeli walczyli bardziej wiarą niż orężem.
Ale zawsze była ta reszta.
Tak samo jest ta reszta czy resztka Polaków. No więc powiększajmy tę resztę. Ale nie można tracić ducha, nie można się poddać.
No tak jak św. Maksymilian Maria Kolbe: jak miał wydawnictwo i miał tam 900 współbraci, bo to był największy klasztor na świecie (i On tym kierował w sensie duchowym, religijnym i też organizacyjnym w pewnej mierze) i miał wydawnictwo i mógł przemawiać i mógł głosić nauki i pisać. A potem się wszystko urwało, bo został uwięziony, potem zesłany do obozu Auschwitz, tam jako kapłan spowiadał czy głosił nauki wobec grupki więźniów, no i poniósł śmierć męczeńską w takim przekonaniu, że nie ma tak złych warunków, żeby nie można było zrobić czegoś dobrego. W ostateczności – oddać swoje życie.
I zostawić w postaci relikwii włosy z brody, którą kazali Niemcy zgolić przed zrobieniem zdjęcia.
No więc młodzi mają przed sobą przecież całe dziesięciolecia, mogą dużo dobrego zrobić, a ostatecznie właśnie pozostawić swoje relikwie potomnym.
Alleluja i do przodu!!!
http://youtu.be/1RLqL0iGCPI